
17.12.2012 21:58
4517 km Na całej linii?
Ale w sumie to nie jest tak źle. Dziecko w szpitalu o mały włos nie doprowadziło personelu do rozstroju nerwowego, więc pro publico bono wypisali ją dość szybko, na dodatek na ciele całkiem zdrową (co do umysłu, to jest bez zmian, czyli nadal ”cały tata”). A co do opony, lodu i tak dalej, to ostatnio postanowiłem „przepalić” swoją maszynę. Odpaliłem i popatrzyłem jak błękitny obłok spalin tuli się do mroźnego powietrza, chyba całkiem świadomego tego mezaliansu, słuchałem spokojnego terkotu silnika i jakaś dziwna myśl zaczęła mi kiełkować pod ciepłą czapką…
Szybko pobiegłem do domu, założyłem portki na polarze, Kurtkę i Rękawice, kask pod pachę i z powrotem do pierdzidła mojego. Poodpinałem łańcuchy, kłódki i linki, laserowe czujniki i detektory DNA i powolutku wyturlałem się na ulicę. Potem sto metrów turlania i stałem na zaśnieżonym placyku, koło garaży. Miejsca dość, podłoże miękkie… No to co, jazda!
Pierwsza przewrotka okazała się absolutnym zaskoczeniem. Nie mam pojęcia jak i kiedy się to stało, ale w ułamku sekundy było „bęc” i leżałem w miękkiej zaspie spleciony ze skuterkiem w niemal miłosnym uścisku. Zważywszy na fakt, iż ja zdecydowanie bardziej wolę przytulać się do małżonki a skuter do oleju, szybko obaj pozbieraliśmy się do kupy.
Kolejne „bęc” było już nieco bardziej wyczuwalne. Dodałem gazu, tył wyprzedził przód, fik-mik - Misiek znikł. W kolejnej zaspie. Potem były próby używania przedniego hamulca („bęc”, „bęc”), tylnego hamulca („bęc”) „żużlowego” brania zakrętów („bęc”, „bęc”, „bęc”) a na koniec starałem się przejechać zasypany śniegiem krawężnik (no, zgadnijcie? Jasne, „bęc”).
Na koniec wyczyściłem swojego „rumaka”, żeby ruda nie wyłaziła i wróciłem do domu. Czego się nauczyłem? Żeby „żużlowych” zakrętów nie brać, hamulców nie szarpać, wymienić opony i że jazda w śniegu to taki dość średni pomysł na co dzień, ale raz na jakiś czas – ubaw dosłownie po pachy.
Polecam, MisiekGT
Komentarze
: 2
Najważniejsze, że pociecha zdrowa już.
Ja miałem próbkę jazdy po śniegu, jak wyjeżdżałem na MM. A że do stodoły mam pod górkę, to trochę się namęczyłem, zanim dojechałem.
Dobrze, że z pociechą się wyprostowało ;)
A co do śmigania po śniegu i lodzie, to osobiście wolę rowerem - mniej do podnoszenia jest po bęckach.
Archiwum
Kategorie
- Na wesoło (656)
- Na wesoło (13)
- O moim motocyklu (1)
- Ogólne (151)
- Ogólne (5)
- Ogólne (9)
- Wszystko inne (25)
- Wszystko inne (4)