
01.07.2012 15:07
1642 km - Widziałem, ale nie oglądałem
Nie wiem, kto to był. Nie wiem, co się tam stało. Wiem, że stała się tam wielka tragedia a widok tego wraku będzie stał przed moimi oczami jeszcze przez długi czas, zwłaszcza w perspektywie kursu, który zaczynam w lipcu. Ale nie o tym chcę napisać. Życzę jedynie rodzinie i bliskim motocyklisty siły, wiary i z całego serca im współczuję. Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę na coś innego.
Otóż, gdy tam przechodziłem (drugą stroną ulicy, żeby uniknąć „trudnych” pytań mojego dziecka), widziałem, jak każdy samochód zwalnia do 10 km/h, a każdy kierowca niemal przykleja oczy do szyby, aby na pewno zobaczyć wszystkie szczegóły. Widziałem kilkadziesiąt (nie przesadzam) osób komentujących, chichoczących nad czyjąś tragedią. Widziałem ludzi „pętających” się pod nogami policjantów i strażaków. Widziałem rodziców z dziećmi, stojących przy ulicy obok wraku. Widziałem kobietę robiącą telefonem zdjęcia jeszcze ciepłego pogorzeliska. Wiecie, nie zwykłem używać słów, które same mi się cisną teraz na usta.
Nie jest to przypadek odosobniony. Zawsze, gdy „na mieście” jest stłuczka lub wypadek, wszyscy, ale to absolutnie wszyscy zwalniają do prędkości „manewrowej” i sycą oczy czyimś nieszczęściem. Zastanawiał się ktoś, jak to do cholery jest możliwe, że stłuczka na prawym pasie blokuje trzypasmowy most na dwie godziny? Jak to jest możliwe, że gdy wydarzy się wypadek, jest duża szansa, że za chwilę w tym samym miejscu będzie kolejna stłuczka? Jak to jest, że straż pożarna musi się przebijać przez ciasny kordon „oglądaczy”? Jak to jest możliwe, że przy wypadku wszyscy oglądają a nikt nie ruszy d**y, żeby chociaż zapytać, czy wszyscy są cali?
Pozostawiam Was z tymi pytaniami i błagam, nie bądźmy „oglądaczami”.
Komentarze
: 8
Pamiętam jak dziś tłumy ludzi gapiące się na człowieka wiszącego z balkonu (nie pamiętam które piętro, ale absolutnie wystarczające). Co ciekawe rodzice z dziećmi również. Gdzieś obok mnie na pytanie dziecka ojciec odpowiedział, że "głupi pan chce się zabić". Jestem ciekaw co by powiedział brzdącowi gdyby "głupi pan" się nie utrzymał zanim policja go do mieszkania wciągnęła i pacnął o ziemię na oczach tego dziecka, być może plamiąc mu koszulkę. Cóż, na swój sposób zrobili mi przyjemność. Trafiła się okazja do zrobienia kilku fotografii w.w. tłumu ludzi. To niesamowite jaka atmosfera panuje w takim miejscu, jak się wejdzie między nich i wsłucha. Brrr....
I mnie bardzo irytuje ten tępy motłoch, który karmi swoje najprymityniejsze, zwierzęce instynkty - patrzeć, jak innemu dzieje się krzywda. Szału dostaję, kiedy stoję w korku na 3 pasach Trasy Łazienkowskiej tylko dlatego, że na którymś, z 3 ODDZIELONYCH BARIERKĄ przeciwległych pasów miała miejsce stłuczka. Tępy motłoch MUSI zawiesić swoje oczka "ooo, ale przywalił", "hehe, kierowca". I to nic, że wcześniej klnie przez pół godziny na czym ziemia stoi, bo spieszy mu się do domu/pracy. I to nic, że klnąłby gdyby sam miał stłuczkę, a pół miasta się przyglądało.
Cóż, już w momencie siadania do napisania tego tekstu zdawałem sobie, że piszę go dla najbardziej chyba świadomej grupy cywilnych użytkowników dróg i Wasze komentarze (za które bardzo Wam dziękuję, szczególnie pod tym postem) potwierdzają mój osąd.
Wy wiecie. Ale może ktoś nie wie? Może choć jednej osobie przypomnę te podstawowe zagadnienia? Może jakiś młody, gniewny skuterzysta zastanowi się nad tym i posłucha Waszego głosu, głosu doświadczonych kierowców?
@ klurik - tak, to właśnie ta sytuacja.
Odnoszę wrażenie, że to może chodzić o ten wypadek http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,uderzyl-w-slup-zginal,50021.html
Jakieś inne źródło (również słynne ze swej "rzetelności") podawało, że stracił panowanie podczas jazdy na gumie.
Przykro mi ze względu na los który spotkał tego człowieka, jego rodzinę i znajomych, ale także ze względu na pozostałych motocyklistów, na których po każdym takim zdarzeniu jest medialna nagonka.
Osobiście widziałem kilka różnych "przygód", zarówno katamaranów jak i motocykli. Zawsze zatrzymuję się i pytam czy jest ok, czy nie jest potrzebna pomoc. Żona jest lekarzem więc do więc wewnętrznej potrzeby udzielenia pomocy dochodzi także obowiązek. W sytuacjach gdy pomoc medyczna już jest na miejscu, podstawowym zadaniem staje się zasada: nie przeszkadzać.
Cóż ja przy wypadkach zwalniam coby zobaczyć czy nie trzeba pomóc bo u nas panuje totalna znieczulica (nie w momencie jak jest już policja i karetka) i takie przypadki też trzeba brać pod uwagę.
A sępy? U nas standard i pewnie nie tylko u nas. Ludzie lubią i szukają sensacji. Taka natura.
Ten rok zapowiada się chyba na rekordowy pod względem wypadków. Poddałem się jakiejś psychozie. Mojej kobiecie utrudniam jazdę na moto jak tylko się da. Parę osób z mojego najbliższego otoczenia idąc moim śladem zrobiło prawko i jeżdżą motongami, a ja teraz mam wyrzuty sumienia...
Ech... Bo widzisz, ludzie w przeważającej większości to po prostu dwunożne bydło, dziwnym wybrykiem natury zdejmujące gacie do srania... Daj takiemu/takiej telefon komórkowy, to zamiast zadzwonić po pomoc, zrobi zdjęcie i umieści na fejsbuku. Kiedyś najwyżej cenioną rozrywką motłochu były publiczne egzekucje, a jeszcze lepiej tortury. Większość dwunożnych mentalnie wciąż jeszcze nie dorosła nawet do tamtych czasów.
Widzisz, my niestety najczęściej nie jesteśmy oglądaczami. My jesteśmy oglądani. W zeszłym roku przesympatyczna pani w służbowym kombi uczyła mnie latać (mojego bandziora natomiast zmieniła w harmonijkę i kilka żyletek). Wokół było mnóstwo ludzi. Kiedy jeden z motocyklistów, który pozostał na miejscu wypadku pilnując pozostałości moich gratów próbował zebrać jakiekolwiek zeznania, "oglądacze" natychmiast się zwijali ("co tam panie, jeszcze będą po sądach ciągać"). Nie ma rady na to.
Archiwum
Kategorie
- Na wesoło (656)
- Na wesoło (13)
- O moim motocyklu (1)
- Ogólne (151)
- Ogólne (5)
- Ogólne (9)
- Wszystko inne (25)
- Wszystko inne (4)